Głównie o zmrożonej Finlandii
RSS
piątek, 11 września 2009

Jeszcze nie zdązyłam się reaktywować w pisaniu o Finlandii, a już wyjeżdżam na pól roku do Estonii. Jutro.

Estonia to co prawda farbowana Skandynawia, ale blisko i język bardzo podobny.

Czekajcie nowej odsłony bloga.

 

Odbiór.

OM

10:44, ostatnimamut
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Reaktywacja

Otrząsnełam się z letargu i postanowiłam uratować swój blog przed śmiercią przez zaniedbanie. W końcu nie ma smutniejszego widoku niż zdychający blog. Każdy bloger to powie.

Z Finlandii wróciłam prawie rok temu. Ale moje serce tam zostało. Byc może tego lata wrócę to mojego raju. Może do pracy, choć obcokrajowcom cięzko jest dostac pracę w Finlandii, jesli nie znają bardzo dobrze języka. Ja znam bardzo kiepsko. Na poziomie najprostesz interakcji z nowo poznaną osobą. Umiem tez zrobic zakupy i opowiedzec o tym, jak lubię lato (choć najbardziej lubię wiosnę).

Po powrocie z Finlandii, nasz kraj wydaje mi sie cyrkiem absurdu, w dodatku brzydkim cyrkiem ze smutnymi i agresywnymi ludźmi. Miałam ogromną depresję i szok kulturowy, kiedy wróciłam. Nie mogłam oglądac zdjęć z Fin, bo mi sie płakac chciało. Jeśli kiedyś tam nie wrócę na stałe, to chyba znienawidzę swoje życie. Pięknie:) Taki piękny wyjazd, a taka smutna refleksja. :) Spokojnie, nie będzie smutno. Będzie ciekawie, słowo:)

11:23, ostatnimamut
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 maja 2008

Noc

 

...której nie ma. Pewnie wiecie, a jeśli nie wiecie to przeczytacie, że o tej porze roku w Finlandii noc trwa jakieś 4 godziny. Zaczyna się o 23.30 a kończy o 4 rano. Z każdym dniem nocy coraz mniej. Za dwa dni wybieram się do Laponii, gdzie noc już mnie nie dosięgnie:)

 To wszystkomówiace zdjęcie obrazować ma dzień o 4 w nocy:)

Jasna noc  

A to niespodziewany bonus. Więc i ja się podzielę:) z wami.

dwie tecze

 tecza 

Złota nie znalazłam, za to skończyłam semestr, co oznacza, że a tydzień wracam do codzienności. Odpowiadając na spodziewaną serię pytań pospiesznie odpowiadam, że blog będę pisać dalej, bo może wreszcie zacznę się nudzić.  

21:23, ostatnimamut
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Moderna Museet. Wystawa "Andy Warhol - Other Voices, Other Rooms" (problem na weekend: z czego to?:)))  

Wszystkie filmy Warhola w jednym miejscu. Na środku kwadratowej sali wyświetlane jednocześnie na zwisających w sufitu ekranach ustawionych pod różnym kątem. Na dole płaskie półokrągłe kanapy, gdzie można wygodnie usiąść i niemal wejść w świat filmów Warhola. Zobaczyłam kilka filmów, o których istnieniu nie wiedziałam. Nie pokazano natomiast filmów duetu Warhol-Morrissey a raczej Morrissey-Warhol, ale to chyba ze zrozumiałych względów (ale jestem tajemnicza:))

W tej samej sali na ścianach wokół filmów wisiały obrazy i przepiękne grafiki a pod nimi małe ekrany z różnymi dziwnymi, śmiesznymi, ważnymi wydarzeniami związanymi z Warholem (kapitalne nagranie ze stylizowania Andy'ego na Drag Queen:).
Aha, zapomniałam dodać, że ponad głowami zwiedzających latały srebrne poduszki:), które czasem obniżały lot i zaczepiały ludzi:)

Następna sala to już życie Warhola w obrazach - od narodzin przez lata szkolne, karierę grafika reklamowego, Fabrykę, zamach, nowy biznes, aż do śmierci.

Ta wystawa była dość szczególna. Nawiązywała do wystawy, która odbyła się w Moderna Museet w 1968 roku. Andy Warhol był na niej obecny. Podobnie jak ta sprzed 40 lat, wystawa odbyła się najpierw w Amsterdamie po czym przyjechała do Sztokholmu. Tak więc mamy cztery wystawy i podwójną rocznicę.

O 18 zaczął się film dokumentalny Rica Burnsa "Andy Warhol", który trwał 4 godziny. Film był ładny i poruszający, ale merytorycznie - jeśli ktoś czytał biografię Victora Bockrisa to niczego nowego z filmu się nie dowiedział.

Miesiąc czekaliście na ten gigantyczny opis wielkiego celu wycieczki , ale tak jest, że jak człowiek coś osobiście przeżyje, to nie jest w stanie o tym opowiedzieć. Jak zawsze podczas zetknięcia ze sztuką Warhola, czułam się magicznie, dziwnie, oderwana od świata. Nawet tłum ludzi przełażących cały czas między ekranami i ochroniarz, który zatrzymał mnie i kazał trzymać plecak w ręce a nie nosić na plecach (a co to niby jest? przecież to plecak a nie ręcznik!) nie zakłóciły mi odbioru Warhola. Potem cztery godziny filmu, które minęły jak 20 minut, to było coś niezwykłego. Mogłabym oglądać ten film w kółko, choć nic mnie tam wielce nie zaskoczyło. Podobał mi się wątek z medialnością Warhola, którą Warhol chciał mieć i miał. I to, że jego sztuka zawsze pokazywała coś, czego nie dałoby się skomentować w filozoficzny sposób…
Żeby nie zapomnieć – w filmie o Warholu mówili: Irving Blum, Bob Colacello, Donna DeSalvo, Dave Hickey, Stephen Koch, Jeff Koons, Wayne Koestenbaum, Paul Morrissey, George Plimpton, John Richardson, Ronald Tavel, John Warhola.

Oczywiście nie można było robić zdjęć podczas wystawy, Warhol jeden wie dlaczego.
Więc, żeby nie było smutno, kilka genialnych mniej znanych prac Andy’ego pozwolę sobie umieścić.

Andy Warhol - Apple Tp  

 Andy Warhol - Chanel

Andy Warhol - Albert Einstein

Andy Warhol - Double Hamburger

Andy Warhol - Success Is A Job In New York 

To grafika do magazynu. Jakby ktoś miał wątpliwości czy Andy potrafił rysować. 

00:50, ostatnimamut
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 kwietnia 2008

Dobra, płyniemy dalej bo nas Polska zastanie zanim przybijemy do tej Szwecji. Prom oczywiście eksplorujemy jeszcze dwie godziny. Średnia wieku nie spada. Spotykamy sporą liczbę pasażerów mówiących po rosyjsku oraz powiedzmy-Arabów (przypuszczam po fizjognomii). Około trzeciej wracamy do kabiny.

Kajuta o wymiarach 8,4 metrów kwadratowych oferuje wszystkie wygody, jakie potrzebne są do kilkugodzinnej podróży – cztery łóżka, łazienka z prysznicem, stolik, lustro, krzesło, wieszak, drabinka (do włażenia na łóżko piętrowe) oraz…okno. Ale wcześniej – pamiętajmy, że jesteśmy kilka metrów pod wodą! Najtańsze kajuty, przez niektórych zwane studenckimi, znajdują się na 2 deku, niżej niż deki z samochodami i autobusami, paczkami, zwierzętami i czym tam jeszcze chcecie. Widok z okna powinien więc być ciekawy. Nic z tego. O ile oczywiście nie uznajesz, że super ciekawy widok prezentuje twoja własna twarz – w miejsce okna wstawione jest bowiem lustro :).

 fot mam

Rano wstajemy w rytmach powitania z radia po fińsku, szwedzku i po angielsku. Korytarz przemierza także człowiek, uchyla lekko drzwi i krzyczy do środka „Huomenta!” (czyli „Dzień dobry”). Chodzi o to, że na czas przybicia statku do brzegu wszyscy pasażerowie mają już być gotowy do wyjścia. Nikt nie może zostać w kabinie, bo będzie brutalnie wyrzucony za fraki na zewnątrz…no może nie brutalnie i nie za fraki, ale w każdym razie wyproszony. Trzeba też pamiętać, że w czas w Szwecji jest taki jak w Polsce, czyli jedną godzinę do tyłu.

Oto więc majestatycznie przybijamy do brzegów Szwecji. Mgła, zimno ale przyjemnie.

 fot mam

A tu coś ciekawego – piasek dla psa na promie. Faktycznie nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, gdzie ludzie podróżujący z psami mają wysikać swoje pupile. Oto i zagadka rozwiązana.

 fot mam

Szybko z portu zmierzamy do centrum Sztokholmu. Miasto jest naprawdę piękne, nawet przy takiej pogodzie.

 fot mam

Najpierw przybijamy do naszego hotelu, który jest barką zacumowaną przy brzegu. Dostajemy klucz do skrytki na bagaże. Do klucza przypięty jest gigantyczny brelok w kształcie kraba. Nawet rzekłabym krabiszcza. Dobry sposób na zapobieżenie kradzieży – krab jest tak paskudny, że nikt nie chciałby mieć czegoś takiego przy sobie :)

Bez okulbaczenia ruszamy w miasto.

 fot mam

fot mam
O proszę, co za niespodzianka:)) Gazeta!

 fot mam

 

Padmy z głodu, więc najpierw znajdujemy w starej części miasta małą uroczą kawiarenkę, gdzie za 25 koron (ok. 2,5 e) przemiłą pani serwuje nam Cafe Latte z bułką z serem, szynką, ogórkiem i sałatą.

 fot minolta

Mówię o tym dlatego, że wtedy pierwszy raz od stycznia jadłam normalną bułkę, normalną białą bułkę ze skórką. W Finlandii tego nie uświadczysz. Tylko ciemne dziwne chleby pakowane po 4,6 lub 8 par kromek złożonych w „kanapkę”. Bardzo dobrze te chleby, ale prawdziwa bułka, to prawdziwa bułka ;-)

 

W starej części Sztokholmu większość uliczek wygląda tak samo...

 fot mam

fot mam

fot mam 

fot mam 

fot mam 

fot mam

fot mam 

 

Mój drugi po śniegu ulubiony temat czyli autobusy – w Sztokholmie jeżdżą niebieskie i czerwone.

fot mam 

Kolor zależy od paliwa. O ile dobrze pamiętam są na etanol…(na etanol??)a na niebieskie na coś innego, albo na odwrót…Widzę, ze dałam pełną stuprocentowo pewną informację:) 

 

fot mam 

Flagi po to, żeby nikt nie miał wątpliwości, gdzie jesteśmy.

 fot mam

Pomniki Karolów Poszczególnych można spotkać na każdym kroku. Tutaj po kolei trzej kolejni Karolowie, z czego jeden na lodowisku. Oczywiście wykonaliśmy taniec gwiazd na lodzie...:)

 fot minolta

Wychodzimy ze starej części i zmierzamy ku nowemu:)

 opera fot mam

Brązowy budynek z przodu to opera. Łabędzie i kaczki są szwedzkie oczywiście.

fot mam 

Tu plac jakiś tam, przy czymś tam. Prawda, że ładny?

fot Aś 

Cóż, że ze Szwecji? Czytać trzeba:) 

fot mam 

 

Odwiedzilićśmy też Muzeum Techniki. W pełni przystosowane dla dzieci. Wszystkiego można dotknąć, wziąć do ręki, otworzyć, trochę zepsuć. Pierwszy raz widziałam tak wesołe i nieznudzone dzieci w muzeum.

 fot mam

fot mam

My też jak dzieci:) A co!

 fot mam

Seria auto-foto.

 fot mam

 fot mam

 Muzeum było magiczne, trzeba to przyznać.

fot mam 

 

Kolejna częśc Muzeum Techniki - przestrzeń kosmiczna. Oczywiście wszystkie można dotknąć, doświadczyć, włączyć, zepsuć...

fot K 

 Odyseja kosmiczna 2001. Tutaj doświadczyliśmy przeżyć jakie towarzyszom astronautom w przestrzeni kosmicznej.

fot K

Kosmiczna toaleta (trzeba się przypiąć pasami).

 

Po Muzeum Techniki wpadamy jeszcze na wieżę widokową.

 fot K

Zdjęcia są dośc kiepskiej jakości, więc przerobiłam je na równie kiepskiej jakości pocztówki z tal 70.:)

fot k 

Po wieży już prosto zmierzamy…

 fot mam

…podążamy…

 fot mam

…zbliżamy się…

 fot mam

…do wielkiego…

 fot mam

….celu wycieczki…

 fot mam

…czyli wystawy Andy’ego Warhola…

...na której nie można było robić zdjęć:(

18:31, ostatnimamut
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 marca 2008

Turku z Isabelli (f. mamut) 

Oto stoję na poziomie dziesiątym promu Isabella linii Viking Line – ulubionej marki studentów Erasmusa w Skandynawii. Kiedy student zamawia bilet, nawet nie musi dodawać, że chce najtańszą kajutę, od razu dostaje rezerwację na poziomie 2 pod wodą, niżej nawet od deków z samochodami i zwierzyną. Inaczej w życiu nie docenilibyśmy wygód apartamentu prezydenckiego. Nie ma co narzekać. Studenckie kajuty są naprawdę urocze.

20.58 – ostatnie spojrzenie na statyczny brzeg miasta Turku...

Brzeg (f.mamut) 

...i odpływamy.

Odpływamy (f.mamut) 

Odpływamy i to z zaskakującą prędkością. Miał być romantyczny Titanic, a byli Piraci z Karaibów. Bardzo szybko musieliśmy przewertować przygotowane zawczasu skojarzenia: Pan i władca, Jack i Rose, Rejs, Tragedia Posejdona, Wielki błękit, 20 000 mil podmorskiej żeglugi, Cast away, Cztery wesela i pogrzeb…Nic z tego. Płyniemy szybko i sprawnie.

Woda woda woda (f.mamut)

Mijamy domy postawione w szeregach niemal na granicy lądu z wodą. Wiatr delikatnie implementuje nam przyszłe zapalenie ucha. Jest patetycznie, emfatycznie, wzniośle i…zamarzamy.

Jeszcze kilka fotek w dumnej pozie z kominem i wracamy do środka, rozpocząć eksplorację promu.

Ja kieruję tym statkiem (f. K.)

Kumin (f.mamut)

Łodzie na łodzi (f. mamut)

Od samego początku tylko to określenie pasowało mi do opisania świata promu – kiczowate Las Vegas. Nie jest to w żadnym wypadku krytyka. Taki kicz ma swój specyficzny urok, zwłaszcza, że w udawaniu Las Vegas jest absolutnie szczery i naturalny. Malowane złoto, wzorzyste dywany, panele ścienne i automaty do gier. Cudo!

Prom w środku (f. mamut) 

Korytarz na promie (f.mamut) 

Przy wyjściu na pokład dostaje się program rozrywek na wieczór. Mamy więc dancing, karaoke, występ zespołu, grę w bingo, a dla młodszych – disco. Ale wcześniej oczywiście zahaczamy o sklep bezcłowy, gdzie wszyscy podróżni kupują Baileysa a nikt nie kupuje Finlandii i Koskenkorvy. My oczywiście napawamy się widokiem ekskluzywnych słodyczy, ale kupujemy rozkosznie różowe cukierki Finnish Licorice o smaku truskawkowym za 1,50 e. Wychodząc skręcamy jeszcze do drogerii, żeby wypróbować testery najdroższych pachnideł na promie. Na nadgarstki poszły więc dwa Poisony, na szyję Chanel Chance, na jedną rękę Christian Dior, na drugą Givenchy, jeszcze wejście w mgiełkę Cacharel i możemy ruszać. Jak wychodziłyśmy piszczała bramka magnetyczna :).

Pierwszy wybór padł na dancing. Tam jednak średnia wieku przekraczała sumę lat naszej trójki (jedną towarzyszkę zostawiliśmy śpiącą w kajucie).

Las Vegas (f.mamut) 

Tańce (f. K.) 

Czuliśmy się więc trochę nieswojo...

O so chosi (f.K.) 

Zmieniliśmy zatem wykładzinę na parkiet, jednak dyskoteka okazała się być zupełnie pusta. Nawet DJ nie był obecny ciałem. Tylko barman, stroboskopowe światła i jeden pijany mężczyzna, który uparcie próbował nawiązać z nami konwersację…

07:59, ostatnimamut
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 marca 2008

Turku-Prom-Sztokholm-Andy


Wyprawę zaczęliśmy o 15.10 (dokładnie o tej samej godzinie 22 lata i 70 dni wcześniej zaczęłam moją wyprawę pt. Życie :)). Załadowaliśmy się na górny pokład pociągu relacji Tampere-Turku. Pociągi należą do tych zdecydowanie nowocześniejszych, dwupiętrowych, z windą w środku, panią z wózkiem restauracyjnym, czystą toaletą, radiem w podłokietniku, schowkiem na bagaż i lampką do czytania nad głową. Jedyne czego mi naprawdę brakowało to cudowny, charakterystyczny stukot szyn, dla którego tak lubię podróżować pociągami.

 

Peron Tampere (F. Mamut)

 

O 17.00 wysiedliśmy w Turku, gdzie czekali na nas znajomi, też studenci z Polski studiujący w Turku. Oprowadzili nas po mieście. Turku, a jak ktoś woli szwedzkie Åbo, jest dość ładnym miastem portowym (jak miasto portowe może nie być ładne?:)) Jedno z najstarszych miast w Finlandii, dawna stolica kraju.
Nie będę wklepywać historii miasta z Wikipedii, bo sama nie znam jej na pamięć. Powiem, że Turku ma zupełnie inny klimat niż Tampere. W Tampere widać przemysł, w Turku historię. Nie mogłabym zdecydować, które miasto bardziej mi się podoba. Turku przypomina trochę Warszawę, z zachowanymi starymi budowlami, porozrzucanymi gdzieniegdzie pomiędzy nową-imitującą-starą architekturą odbudowy.

Główny deptak w Turku (f.M.)


Turku (f. M.)

Katedra w Turku (f.M.)
(Evangelical Lutheran cathedral in Turku. Tę katedrę zobaczycie prawdopodobnie na każdej pocztówce z Turku:) dokładnie z takiego ujęcia.) 

Katedra (f.M.) 

Turku (f. Mamut) 

Helsingin Sanomat (f. Mamut)

Moje małe zboczenie - szyld dziennika helsińskiego. W Turku.

Turun Sanomat (F. Mamut) 

O proszę, mamy też siedzibę dziennika tury... turk... dziennika z Turku:) 

Turku (f. Mamut) 

Nie mieliśmy za dużo czasu na zwiedzanie. Do portu wyruszyliśmy około 18.30. Idąc wzdłuż nadbrzeża jeszcze w centrum mijaliśmy zacumowane statki-restauracje, co przypominało Kraków, ale ze piękniej oświetlonymi bulwarami. Tak, muszę przyznać, że był to dość romantyczny klimat, zwłaszcza, że po trzech miesiącach na obczyźnie wszelkie –izmy udzielają się ludziom zdecydowani łatwiej.

Klimaty... 

Bulwary Turku (f.M.) 

Bulwary Turku 2 (f. M.)

Rudolfina ujęcie 1 (f. Mamut)

Im dalej od starego miasta, im bliżej portu, tym bardziej zachwycałam się bliskimi menu sercu statkami, metalicznym zapachem wody, smaru, oleju czy czegoś innego, wielkimi konstrukcjami które-nie-wiem-do-czego-służą, wszystko w tak zwanym „trupim świetle” przemysłowych lamp, które uwielbiam. Tak, jeżeli ktoś życzyłby sobie założyć ze mną dom, musi się przygotować, że będzie on permanentnie w stanie niedokończonej budowy, warsztatu samochodowego i hali konstrukcyjnej, bo takie mam słabości i zmieniać ich nie zamierzam.

Zapachy...

Piękne prawda? (f. Mamut) 

Jeszcze piękniejsze (f. Mamut)

Statek (f. J.) 

Oczywiście poddaje się tam Mamut :) 

To portu zawitaliśmy 45 minut przed czasem. Najpierw padłam na widok promu…

Titanic (f. Mamut)  

... który oczywiście nie był naszym promem:), bo na taki nas nie stać. Nasz skromny Viking właśnie przybijał do brzegu.

 Viking i żółci (foto Mamut)

Za chwilę w szklanym rękawie pojawi się wataha sprzątających młodych ludzi tzw. żółtych. Mają z pół godziny na posprzątanie, wymianę pościeli i przygotowanie, jako tako, kajut dla nowych pasażerów. Dlatego jest ich bardzo dużo. Lubimy żółtych bo zostawiają w kajutach cukierki.

Jeszcze tylko ukryta reklama w formie pamiątkowego zdjęcia…


Viking Line. Obierz swój kurs! (f. Ł.)

 

…i moja opowieść na dziś skończy się wielkim wejściem na pokład Isabelli...

Początki z Isabellą (f. Mamut)

 ... to be continued.

18:14, ostatnimamut
Link Komentarze (1) »

Z okazji świąt reaktywuje mój blog, bo tłumy moich fanów zalewają mnie mejlami z pytaniem o ciąg dalszy. Oto i ciąg dalszy eksploracji. Za chwilę będzie o Warholu i Sztokholmie, ale wcześniej tu oto umieszczam listę tematów i wydarzeń do opisania, żeby było na co czekać:

1. Spektakl teatralny Siedmiu Braci
2. Teatr studencki
3. Filharmonia
4. Cottage weekend w Ruovesi
5. Helsinki by night
6. Konkurs tańca na śniegu
7. Pijany autobus
8. Rowery
9. Szatnia
10. Klamka
11. Akademiki
12. Sauna
13. Kawa i papierosy
14. Kurs internetowy
15. Uniwersytet (uświadomiłam sobie, że nic o nim nie powiedziałam)
16. Śfińskie kolczyki, włosy i dziurawe rajstopy


Dość, bo się sama przeraziłam...


Dość (autofotoshopportet)

10:11, ostatnimamut
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 marca 2008

Andy Warhol

Muszę się pochwalić in advance, że już we wtorek 11 marca będę oglądać w Sztokholmie wystawę prac Andy'ego Warhola! Co tam Turku, co tam Viking Line, co z tego, że hostel na łodzi, cóż że ze Szwecji!…Andy Warhol!!
Czy ktoś jeszcze nie wie, że jestem warholofilem, warholologiem, warholoświrem, warholofanem? Jak zwał tak zwał. W każdym razie, jakbyście mieli jakieś pytania co do AW, z przyjemnością odpowiem, albo przekopię materiały, żeby odpowiedzieć (tylko to nie teraz, bo aktualnie dysponuję jedną książką po fińsku:))

Zapraszam na wystawę wirtualnie:
http://www.modernamuseet.se/v4/templates/template3.asp?lang=Eng&id=3618

A na rozgrzewkę - wczesny Warhol. Enjoy :))))


Andy Warhol - Untitled (red Boot Wit Holly) 

 Piękny prawda?:))))))))...ehh.....

16:43, ostatnimamut
Link Dodaj komentarz »

HOKEJ

Muszę nadrobić wpisowe zaległości, więc przejdę bez zbędnych ceregieli do sedna. Wybrałam się kilka metrów pod ziemię, pojeździć z kolegą na łyżwach. A raczej popatrzeć jak on jeźdźi, bo ja jeszcze się nie zaopatrzyłam w sprzęt łyżwiarski. Tak, tak, pod ziemię. W Hervancie, w której nie mieszkam, znajdują się dwa wielkie lodowiska, do których zjeżdża się windą kilka metrów w dół. Lodowisko otwarte, czyli nikogo nie trzeba pytać o zgodę, nikomu nie trzeba nic płacić. Trzeba mieć własne łyżwy.

Zjeżdżamy w dół, wychodzimy z windy a tam co? Dwa mecze hokejowe i nici z naszego jeżdżenia. Ale w sumie bardzo dobrze. Zobaczyliśmy ciekawe rozgrywki. Szybkich, sprawnych i dobrze zbudowanych mężczyzn 60+. Trafiliśmy na rozgrywki drużyn seniorów hokeja. Najlepsze jest to, że najpierw staliśmy przez 10 minut i nie mieliśmy pojęcia, że zawodnicy mają ponad 60 lat. Dopiero mężczyzna stojący obok, powiedział nam, że właśnie przyszedł tu z córką, bo jej dziadek, a jego ojciec gra, w drużynie niebieskich. Szczęki nam opadły, bo chyba oboje wyobraźiliśmy sobie naszych dziadków pędzących po lodzie w łyżwach na nogach...

Dopiero na zdjęciach zobaczyłam, że faktycznie zawodnicy nie są młodzi. Przy okazji poćwiczyłam się w robieniu zdjęć w trudnych warunkach i co? nie wyszły, ale trening czyni mistrza, podobno. Voila!

Hokej na lodzie (foto Mamut)

Mam wrażenie, że hokej jest tu bardziej narodowym sportem niż skoki narciarskie. No w sumie, skoki narciarskie to nasz narodowy sport :)

Hokej nie na trawie (foto Mamut) 

Dobrze, że nie dostałam krążkiem w obiektyw...

Czyżby znowu hokej? (foto Mamut) 

Sędzia (foto Mamut) 

Pod bramką (foto Mamut) 

15:48, ostatnimamut
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3
online casino gambling